6/14/2015

Self-inflicted Achromatic

Od zawsze chciałem przypominać postawą Cię,
Czy jednak wtedy naprawdę sobą stałbym się?
Lecz mimo chęci nie potrafię się za to wziąć,
Powiedz prawdę i zechciej ze mną tutaj usiąść.

Dzisiejszej nocy naszedł mnie dziecinny sen -
Ktoś taki jak ja zasługuje na rychłą śmierć.

Moje istnienie tysiącom smutek sprawia,
A moja dusza odejścia wciąż odmawia.
Gdybym tak uciec mógł, nie mówiąc nikomu nic,
Uśmiechnęłoby się nawet stado dzikich lwic.
Nienawiść niszczy nas, a my niszczymy nasz świat,
Niedługo nie pozostanie nawet wątły kwiat.
Gdyby tak wymazać ją i położyć wojnom kres,
Jednak to zbyt wspaniałe wydaje się. 

I znów nawiedził mnie na jawie pewien sen.
Och, jak ja bardzo pragnę z wiatrem rolą zmienić się.
Moje istnienie nikogo nie obchodzi,
Przez co powoli zapomnienie mi grozi.
Nikt mnie już nie chce tu, lecz co niby zrobić mam?
Może niedługo zamienię się w złocisty piach.
Nawet gdy polecę hen, ludzie tym nie przejmą się,
Bo brak mi wrogów i przyjaciół chyba też.
Nienawiść pozwala żyć przynajmniej w pamięci złych,
Dlatego czuję, że straciłem dziś coś!

Z nadejściem końca świata wszyscy ludzie utracą wartości swe,
A moje cząstki rozpadną wewnątrz nich bez wyjątku się.
Z nadejściem końca wszyscy ludzie utracą wartości swe, jednakże...

Moje istnienie Twój uśmiech wywołuje
I wspomnienia z minionych dni przywołuje.
Kiedy w ten sposób uśmiechasz się,
Mimo że bardzo zniknąć stąd chcę,
Słowa pożegnania nie usłyszysz, nie,
Chyba że powód kiedyś znajdzie się.

Kiedyś dusza ma zniknie, nie odnajdziesz jej,
Bo ludzie zwykli przejmować tylko sobą się,
Mimo to jestem tu, bo Twa mina trzyma mnie,
A gdy odejdę uśmiech, swój stracisz znów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz