Przez tyle lat
Wspomnieniom nie dając się,
Strach niczym bat
Ranił pamięć, choć
Ból zmuszał mnie
Do nieczystej gry - nie wiem sam,
Prawdą jest to
Czy przywidzeniem?
Przyjęcie się skończyło,
Wśród ścian samotni my.
To wszystko nas wymęczyło,
Nie czas na szczęśliwe sny ...
Jak balony
Ku niebu mkniemy
Wreszcie wolni
Choć na wiór zniszczeni
I jak balony
Na wiatr puszczone
Wolni od prawdy,
Której nie zna nikt.
Dziecięcy umysł
Każdy domysł,
Z prawdą miesza, lecz
Noc mówi im: „precz”.
Samotność sprawia,
Że od dawna
Myślę, co zrobiłem nie tak?
Przyjęcie się skończyło
Wszystkich spowiła czerwień
I żołądek szarpie mnie,
A może zwariowałem?
Jak balony
Ku niebu mkniemy
Wreszcie wolni
Choć na wiór zniszczeni
I jak balony
Na wiatr puszczone
Wolni od prawdy
W swobodnym locie. (Wznosimy się)
Cały ten ból,
Zniknął już gdzieś
Echo krzyków brzmi
Już ostatni raz…
Jak balony
Ku niebu mkniemy
Wreszcie wolni
Choć na wiór zniszczeni
I jak balony
Na wiatr puszczone
Wolni od prawdy
Wznosimy się.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz